Dzisiaj

Postanowiłam zawiesić pisanie mojego bloga, może na jakiś czas, może na zawsze. W moim przypadku to chyba nie był najlepszy pomysł. Każdy nowy wpis bardzo dużo mnie kosztował. Przez ten miesiąc żyłam tylko tymi wspomnieniami, wszystko wkoło przestało istnieć…nawet moje ukochane książki przestały mnie interesować, był tylko blog. I to ogromne zainteresowanie – też mnie chyba przerosło.

Bardzo dziekuje Wam za wiele słów otuchy. Nie odpisywałam na Wasze komentarze ale wszystkie uważnie czytałam. Polubiłam Was i będzie mi Was brakowało, no… może nie wszystkich.

t.vik – od Twojego bloga wszystko się zaczęło, Ty napisałeś pierwszy komentarz. Będę regularnie śledziła Twoje wpisy. Twój blog daje mi siłę, pokazuje, że człowiek wiele może znieść i co najważniejsze, że marzenia się spełniają.

Dziękuję Wam wszystkim:)

40 Komentarze

  1. Witaj i żegnaj. Twój blog mnie poruszył. Ja nie miałam i nie będę miała możliwości przeżyć tego co Ty. Mam zdiagnozowaną niepłodność i po latach leczenia zero szans na dziecko. Można powiedzieć , że teraz stoje w tym samym punkcie to ty. Może moje cierpienie było mniej intensywne ale trwa od lat. Masz odwagę pisząc o swoich przeżyciach. Jak sama widzisz reakcje ludzi są różne. Pozdrawiam Cię i życzę odnalezienia spokoju w życiu.

  2. Bardzo żałuję, że przestajesz pisać. Zapisałam sobie ten link w ulubionych i codziennie sprawdzałam czy coś dodałaś. Powiem Ci , że nigdy nie wchodziłam na niczyjego bloga, nie czytałam takich rzeczy, Twój był pierwszym. Nie usunę tego linka z „ulubionych” kiedyś zajrzę , może coś napiszesz.

  3. Kochana, życzę wszytskiego najlepszego. Jesteś dzielną i silną Kobietą, wspierana dodatkowo Wielką i Silną Miłością Męża i Rodziny. Dacie sobie na pewno radę ze wszytskim, bo macie siebie i się wspieracie. A poczucie, że coś dobrego Was jeszcze czeka zmień w rzeczywistość. Bądź szczęsliwa i dawaj szczęście. Pamiętaj, że nadzieja umiera ostatnia, a Ty trzymaj się życia ze wszytskich sił :) Proszę. I naprawdę wierzę, że będziecie się uśmiechać. Miło było Cię „poznać”. Dziękuję, że podzieliłas się z nami swoimi przeżyciami, uczuciami, częścią siebie i swojego świata. Z całego serce posyłam mnóstwo dobrej enegrii Tobie, Mężowi i Rodzinie.

  4. Witaj ponownie… chyba rozumiem twoje postanowienie bo sama zaczelam pisac swoje wspomnienia mimo ze innych wydarzen niz Twoje jednak ja rowniez mialam trudnosci wracania do tamtych chwil… Zycze ci bys odnalazla spokoj i swoj sposob terapii i w duchu licze ze jeszcze przeczytam wiadomosci od Ciebie , pozdrawiam

  5. Szkoda,że nie będziesz już pisała,bo dodałam Twój blog do blogów,które czytam.Wzruszyła mnie Twoja historia.Pisanie o takich ciężkich przeżyciach jest bardzo trudne i zabiera wiele czasu.Wiem to po sobie.Też odstawiłam swoje książki,ale obecnie jest mi to potrzebne.Życzę powodzenia i wszystkiego dobrego.

  6. Rozumiem Twoją decyzję, przeżywanie wszystkiego jeszcze raz od początku jest trudne. Może to jednak jest za wcześnie… Ból ma swoje etapy, teraz jest jeszcze zbyt wielki. Gdzieś czytałam, że tak naprawdę nigdy nie znika – po prostu się do niego przyzwyczajamy. Ja do swojego bólu wciąż czasem wracam, szczególnie w napiętym czasie – ale jakoś życie toczy się dalej i trzeba żyć. Dla tych, co nas kochają.
    Trzymaj się ciepło i nie zapominaj, że masz wsparcie wszystkich, którzy tutaj zaglądali. Zyczę, byś odnalazła ukojenie.

  7. Witaj.
    Ze smutkiem i zrozumieniem, przeczytałam iż kończysz prowadzenie swojego bloga.
    Rozumiem, że wspomnienia są ciężkie. A blizna która powstała po tamtych wydarzeniach zbyt świeża.
    Życzę Tobie, Twojemu mężowi i rodzinie ukojenia i abyście dalej żyli w wielkiej miłości i wsparciu.
    Pozdrawiam gorąco

  8. myślę, że wszyscy szanują Twoją decyzję,
    Ja również dołączam się do życzeń ale chce także żebyś wiedziała, że bardzo mi pomogłaś.
    Czytając Twojego bloga bardzo płakałam, ponieważ sama niedawno straciłam dziecko, ale z drugiej strony potrafię się teraz cieszyć tym, że u mnie jest nadzieja…nadzieja na dzidziusia i tą nadzieją żyje.

    Dziękuje i życzę dużo wiary i siły

  9. Ja myślę, że jest troszkę inaczej. Mój blog Cię tylko sprowokował. Trafiłaś na niego chyba z głównej strony Onetu (?). Podczas czytania mojego bloga ożyły w Tobie wszystkie wspomnienia. Mam wielką nadzieję, że pisząc swojego bloga i mierząc się ponownie z własnymi przeżyciami i emocjami, zrobiłaś sobie przysługę.
    Jest w psychologii pewna wypróbowana zasada leczenia traumy. Podczas II Wojny Światowej, ocaleni piloci strąconych myśliwców przeżywali ogromną traumę i za nic w świecie nie chcieli wracać do samolotu, nie mówiąc o ponownej walce na froncie. Ale takich pilotów było coraz więcej, a potrzeby armii wcale nie mniejsze. Okazało się, że szybki powrót do samolotu, a nie odpoczynek od przeżyć, był dla nich najlepszym lekarstwem.

    Poznanie Ciebie jest dla mnie najwspanialszym owocem mojego blogowania. To Ty pierwsza zajrzałaś, to Ty pierwsza napisałaś komentarz u mnie. Później zaczęłaś pisać sama. Fakt, że ja pierwszy skomentowałem Twój pierwszy wpis. To był czysty przypadek. Zobaczyłem odnośnik do Twojego bloga w katalogu „rodzina” i pseudonim „Ukarana”. Nie wiedziałem wtedy, że to Ty, nie wiedziałem, o czym będzie blog. Po prostu chciałem Cię pokrzepić i zachęcić do dalszego pisania.

    To Ty jesteś silna a Twój blog to udowadnia. A już najbardziej to, co napisałaś w odpowiedzi do komentarza „Zagubionej”. Jestem zdumiony tą odpowiedzią. Płynie z niej ogromna wola i siła.

    Twoja decyzja o zakończeniu, czy zawieszeniu pisania bloga trochę mnie zasmuciła, ale jak najbardziej szanuję taką decyzję i rozumiem. Moje książki też czekają na lepszą chwilę, z tym, że nie z tej samej przyczyny. U mnie przyczyną były papiery z archiwum piekielnego szpitala. Mam nadzieję, że teraz odpoczniesz, to jest potrzebne każdemu. Mam też nadzieję, że to nie koniec Twojego bloga, ale tylko zawieszenie w pisaniu. Pisząc tego bloga nie tylko zmierzyłaś się ze swoimi emocjami, ale też pozyskałaś wielu przyjaciół, którzy nie przestaną o Tobie myśleć.

    Dziękuję Ci za wszystko. Życzę Wam z całego serca odnalezienia sposobu na przeżywanie szczęścia.
    Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie i Twojego Męża!

    • Tak, masz rację muszę odpocząć. Ale to doświadczenie z „blogowaniem” było i jest dla mnie bardzo cenne. Najcenniejsze, to że jesteście Wy, „wirtualni” przyjaciele. Jak zaczęłam czytać Twojego bloga to myślałam, że jesteś starszym panem z ogromnym bagażem doświadczeń ale później wyliczyłam sobie, że Ty, Twoja żona, mój mąż i ja jesteśmy w bardzo zbliżonym wieku:).
      Dziękuję za te słowa i do usłyszenia na Twoim blogu:)
      Gorące pozdrowienia dla Twojej żony ( czytając Twojego bloga zawsze myślałam przede wszystkim o niej – chyba dlatego że też jestem kobietą ).
      Dziękuję.

  10. Nigdy zadna historia mnie tak nie poruszyla, nadknelam sie na Twoj blog toz po porodzie (na szczescie z happy endem) gdy przezywalam trudne chwile ( nieprzespane noce, ciagly placz mojej coreczki, ect), gdy zmeczenie fizyczne wzielo gore nad psychika, kiedy zaczynalam popadac w czarna odchlan i mialam wszystkiego juz dosyc… pochlonelam Twoj blog jednym tchem, przeplakalam cala noc, otworzylas mi serce i dodalas sily, otworzylas oczy na to, co na prawde jest w zyciu wazne, dziekuje Ci za to z calego serca.

    Nie znam takich slow, ktore sa odpowiednie, by mozna bylo wyrazic jak bardzo Ci wspolczuje i jak bardzo zaluje, ze to Ciebie soptkalo. Znalazlam piekny wiersz w internecie i od razu pomyslalam o Tobie, mam nadzieje, ze sie nie gniewasz, ze Ci go zacytuje :

    „Kochana mamo,
    wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja
    jestem…istnieję …w Twoim życiu, snach, Twoim sercu…Istnieję.
    Kidy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami
    zastanawiałem się,
    jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym
    powiadałaś
    gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć.
    Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde
    słowo ,każdą
    informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie
    zasypiałaś…marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne
    miejsca i Ciebie
    ,jak wyglądasz…
    Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu
    było po
    dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny.
    Chyba nie –
    myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny..
    pomarszczony…no i
    po co mi te dziesięć palców?
    A potem się wszystko jednego dnia zmieniło.
    Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. „To nie
    może być
    prawda” -mówiłaś godzinami. Słuchałem teraz jak płaczesz, krzyczysz,
    prosisz i
    błagasz.. A ja nie wiedziałem o co i dlaczego?
    Chciałem Cię bardzo pocieszyć więc wywracałem fikołki, żebyś
    poczuła, że ja tu
    jestem i Cię kocham. Ale wtedy ty płakałaś jeszcze bardziej.
    A potem nadszedł tez straszny dzień. Zobaczyłem, że ktoś świeci mi
    po oczach,
    straszne światło wpadło w głąb Ciebie. I nagłe wszystko zrobiło się
    czarne. A
    mnie coś wyciągnęło. I zrobiło się cicho. Ktoś trzymał mnie na
    rękach, ale to
    nie byłaś Ty. A potem usnąłem i kiedy otworzyłem oczy, wszystko
    wokoło mnie
    zalewał błękit we wszystkich odcieniach. Byłem ten sam, mały
    pomarszczony, z
    dziesięcioma palcami u rąk. Ale Ciebie nigdzie nie było.
    Obok mnie siedział mały rudy chłopczyk. Witaj – powiedział i
    uśmiechnął się do
    mnie.
    Gdzie moja mama? – zapytałem. On wtedy opowiedział mi wszystko. Że
    nie każde
    dziecko trafia do swoich rodziców. Że to nie ma związku z tym jak
    bardzo mnie
    chcieli i kochali, że teraz tu jest moje miejsce, pośród innych
    małych Aniołków.
    Że będzie mi teraz Ciebie Mamo, brakowało, ale musimy oboje nauczyć
    się żyć
    bez siebie. I musiałem nauczyć się tak żyć. Nie, nie było mi łatwo.
    Płakałem
    tak jak Ty. I cierpiałem tak jak Ty.
    Ale jest mi tu naprawdę dobrze. Mam tu wielu przyjaciół, wiele
    zabawy i
    radości. Ale nie szalejemy całymi dniami na łące, mamo. Pomagamy
    starszym
    ludziom przeprowadzić ich na spotkanie tu w niebie. Znajdujemy ich
    rodziny,
    mężów, dzieci, żeby mogli się spotkać tu w niebie. Możesz być ze
    mnie dumna,
    mamo. Jestem grzecznym Aniołkiem, naprawdę. No…czasami tylko
    robimy sobie
    psikusy i troszkę rozrabiamy..
    Wiesz kiedy się tu znalazłem jeden Aniołek ,mój Przyjaciel
    wytłumaczył mi że
    nie mogę się skontaktować z Tobą osobiście. Czasem tylko wolno mi
    pojawić się
    w Twoich snach …nic więcej.
    Ostatnio jednak zacząłem się robić przeźroczysty. I skrzydełka mi
    nie działają
    tak jak kiedyś. Mój Przyjaciel popatrzył na mnie smutny i…zabrał
    mnie na
    ziemię. Usiedliśmy na białym krzyżu i nagle Cię zobaczyłem.
    Wiedziałem że to
    Ty. Poznałem Twój głos. Stałaś tam w deszczu i płakałaś. Powtarzałaś
    ze bardzo
    cierpisz…tęsknisz… Przyjaciel popatrzył na moje skrzydełka i
    powiedział że
    musimy coś z tym zrobić, bo nie możesz tak dalej cierpieć. Musisz
    żyć, bo
    wobec Ciebie jest jeszcze wiele planów. Bo są gdzieś dzieci którym
    musisz
    pomóc przejść przez życie i otoczyć je miłością tak wielką, jak tą
    która
    powoduje teraz Twój wielki ból. Więc piszę, mamo ten list. Pierwszy
    i ostatni.
    Musisz wziąć się w garść, uśmiechać ,żyć. Ja Cię bardzo mocno kocham
    i wiem że
    to z mojego powodu płaczesz ale tak nie można. Każda Twoja łza
    powoduje, że
    moje skrzydełka znikają. Kiedy Ty się poddasz, ja też zniknę. Tu na
    górze
    istnieję dzięki tobie i Twoim myślom o mnie. Ale tylko tym dobrym
    myślom. Mamo
    uśmiechaj się częściej. Każdy Twój uśmiech to dla mnie radosna
    chwila. Dzięki
    Tobie mogę jeszcze zrobić tyle dobrego.
    Proszę, mamo, żyj dalej. Nie jesteś sama …pamiętaj o tym. Nie smuć
    się bo
    smutek powoduje, że znikam. Pamiętaj, że ja jestem cały czas przy
    tobie.
    Kocham Cię mamo…”

    Tobie oraz Twojemu Mężowi zycze abyscie odnalezli spokoj ducha i zebyscie jeszcze byli tak po prostu szczesliwi…

  11. ogromnie żałuję twojej decyzji. masz zdecydowanie talent pisarski, fajnie się ciebie czyta. historia jest tragiczna ale z uwagi na wasze głębokie uczucie myślę, że jest szansa na happy end. gdyby pojawił się pomysł na zahasłowanie bloga jako wierna czytaczka polecam się na przyszłość just.d@interia.pl

  12. Napisałaś gdzieś: „dziś wiem, że jestem jedną z wielu…” Nie mogę tych słów teraz odnaleźć, ale one dźwięczą mi echem i z tego powodu wracam tu co kilka dni. Jest nas dużo, więcej niż kiedykolwiek bym się spodziewała. Od kilku miesięcy mam wrażenie, że żyję w jakimś równoległym świecie, ale jak zaczynam rozglądać się dookoła widzę, że nie jestem tu sama. Moja córeczka po wzorcowej ciąży urodziła się martwa w 41 tc. Śmierć dziecka i lata bezskutecznych starań. To nas łączy. Ona była naturalnym cudem, jak to jest nazywane. Twój blog był dla mnie sposobem na mierzenie się z własnymi uczuciami i spojrzeniem w przyszłość, której jeszcze na razie nie widzę. Szukam usilnie tych, którzy są na tej drodze przede mną. To zmniejsza lęk. Dziękuję Ci za to.

    Z całego serca życzę Wam siły i szczęścia, na które czekacie.

  13. Droga Agnieszko!! Smutno mi,że nie będziesz już pisać… Twój blog też widznieje u mnie na pasku ulubionych,też nigdy nie czytałam niczyjego bloga…:) Rozumiem Twoją decyzję,sama wiesz co dla Cb najlepsze:) Ja tez będe tesknic za Twoimi wpisami…otworzyły mi oczy na wiele rzeczy. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko życzyc Tobie i Twojemu Mężowi dużo siły,miłości i spełnienia MARZENIA!!! Oby ten rok należał do dobrych:) Odkąd zaczęłąm Ciebie czytać,patrze na życie trochę inaczej,wiem już co jest ważne a co mniej ważne:) Dziękuję za tą lekcje kochana:) Trzymajcie się z mężem ciepło i dużo,dużo dobrego życzę:) Twojego bloga nie będę usuwać tak samo jak moja poprzedniczka… Może jeszcze kiedyś napiszesz:) Pozdrawiam i będzie mi Ciebie brakować Aga…;/

  14. Witaj

    Na Twojego bloga trafiłam boczną furtką przez blog „Pragnienie dziecka”
    Większości wpisów towarzyszyły łzy… Ja dopiero po roku od śmierci swojego synka byłam gotowa na opisanie swoich myśli na blogu. Terapią dla mnie stały się rozmowy z innymi Aniołkowymi Mamami na forum internetowym, tam każda z nas przeżywała dokładnie to samo – cierpienie po stracie dziecka.

    Przytulam Was wirtualnie i wierzę, że wyjdzie dla Was słońce

  15. Witaj, a może żegnaj – bo przecież kończysz pisanie bloga (niestety). trafiłam tu przypadkowo tak jak sądząc po wpisach większość z nas i też nigdy wcześniej nie czytałam żadnego bloga – zajrzałam i się uzależniłam.. czytałam i płakałam uświadamiając sobie, że mało brakowało, żeby i mnie dotyczył Twój los. Mój synek urodził się 12 maja 2011r. po idealnej ciąży w trakcie porodu zaniknęło Mu tętno gdy został wyciągniąte kleszczami miał już bradykardię, zamartwicę itp. Ale dla nas Bóg (jeżeli wciąż w Niego wierzysz) okazał się łaskawy i wszystko skończyło się dobrze. Maluszek szybko doszedł do siebie i dzisiaj jest cudownym, rozbrykanem juz prawie dwulatkiem. czytając Twoją historię ani na chwilę nie mogłam przestać myśleć o tragedii, rozpaczy, bólu który jest w Tobie i Twoim mężu. Nie wiem co mam Ci napisać, bo przecież żadne słowa nie ukoją Waszego bólu i cierpienia. Życzę Wam dużo siły i wierzę, że kiedyś się jeszcze uśmiechniesz, a słońce zaświeci jasno specjalnie dla Ciebie i Twojego Męża – pomodlę się za Was i za Wasze Aniołki.. Pozdrawiam i Mam cichą nadzieję, że się jeszcze kiedyś odezwiesz – będę sprawdzała:-)

    • Witaj,
      moje dzieci też urodziły się w maju, też w 2011r. Kiedyś najpiękniejszym dla mnie miesiącu w roku, w którym wszystko żyło, kwitło, świeciło słońce. Dziesiaj najlepiej czuję się jak jest ponuro, niebo jest zachmurzone, nienawidzę jak świeci słońce. Ale są chwile, że jestem wdzięczna Bogu, że chociaż mogłam być w ciąży, mogłam czuć ruchy dzieci, mogłam żyć nadzieją. Chociaż przez 8 miesięcy mogłam poczuć się tak mocno odpowiedzialna za kogoś. Przecież byłam mamą przez te 8 miesięcy…i mogłam planować przyszłość dla moich dzieci.

  16. Przeczytałam każdy Twój wpis. Tyle bólu, cierpienia, smutku. Bardzo Ci współczuję i gorąco życzę, aby Twój los się odmienił. Abyś mogła cieszyć się szczęściem rodzinnym. Masz wspaniałego, kochającego męża. Obyś miała też maleństwo, które dopełni Wszą rodzinę.

  17. Witaj !
    Mam nadzieję, że jeszcze co jakiś czas odwiedzasz swój blog i czytasz wpisy na nim.
    Ja wierzę, że Twój los się odmieni i szczęście zawita pod Wasz dach, czego życzę z całego serca.
    Zostałem też ukarany niewiadomo dlaczego. Jeżeli możesz to wejdź na mój blog http://andrzejbieganski-dlaczego.blog.pl.
    Zapraszam, a po jego przeczytaniu, póki co jest tam jeden post pt. WSTĘP, mam nadzieję, że zaczniesz kontynuawać pisanie swojego bloga.

    Serdecznie pozdrawiam
    Andrzej Biegański

  18. Jestem mama 10 letniego chłopca i 5 letniej głuchej dziewczynki.Mój straszy brat ma z winy lekarza odbierającego poród czterokonczynowe porazenie dzieciece, młodszy zmarł z niewyjaśnionych przyczyn w wieku 11 lat…Wiem jedno:nic co nas spotyka nie jest bez sensu.czasem ból i strata przynosza tez coś dobrego…czasem przynosza mam dobrych ludzi…Życze Ci (WAM) siły.

    • Witaj,

      cały czas zastanawiam się nad sensem tego co się stało, po co, w jakim celu? Nie znajduję na to odpowiedzi i nawet bym nie chciała. Bo uważam, że na to co się wydarzyło nie ma odpowiedzi. Dlaczego matki, które nie chcą dzieci mają je, a te które chcą i dałyby im wiele miłości nie mają? Dlaczego?

      Podrawiam
      aga

  19. Czytasz… To dobrze. M myślimy o Tobie, choć daleko jesteś.
    I nie powiem na przekór, że będzie dobrze… Niestety nie będzie :( Ale z każdym dniem nauczysz się z tym żyć. I będzie łatwiej. Czas leczy rany. Wyleczyć do końca nie jest w stanie, ale leczy…
    Rozumiem Twoja decyzję. Czytałam Cię co jakiś czas i dzięki takim blogom jak Twój doceniam to, że nie miałam problemów w ciąży. Poród nie był łatwy i też różnie się mogło skończyć, ale Synek jest razem ze mną. Pomogłaś wszystkim zagubionym i bardzo zmęczonym mamom docenić to co mają.
    Twoje Dzieciątka Cię kochają. Jesteś bardzo silna. Żyjesz dla Męża a musisz zacząć dla Ciebie. Jeśli zechcesz pisać ponownie, chętnie tu wrócę. Chętnie wrócę, aby przeczytać, że znów jesteś szczęśliwa. Że tęsknisz, ale jesteś szczęśliwa…

    • Witaj Sylwio,

      dziękuje za Twoje słowa. Nawet nie wiesz jakie to ważne dla mnie, że ktoś czasem, nawet obcy pomyśli o nas tak pozytywnie. To dodaje sił.
      Dziękuję:)

  20. Jakiś czas temu przeczytałam jednym tchem wszystko, co tu opisałaś. Nie miałam odwagi nic napisać… Wróciły moje wspomnienia, bo dokładnie w tym samym czasie ja straciłam moje dziecko, to był 10 tydzień. Do tej pory jest mi ciężko, jak o tym myślę, ale teraz już wiem, że to miało głębszy sens. Bardzo się zmieniłam, zrozumiałam wiele rzeczy, zmieniło się też moje życie. Często myślę o Tobie i modlę się, abyś znalazła w sobie siłę, odnalazła na nowo sens. Zastanawiam się, czy ja bym dała radę na Twoim miejscu…. Jeśli jesteś osobą wierzącą, to polecam Msze Św. z modlitwą o uwolnienie i uzdrowienie, albo indywidualną modlitwę wstawienniczą.
    Zaglądam tu prawie codziennie i dalej będę. Czekam na lepsze dni u Ciebie, bo wiem, że przyjdą :)

  21. Tak bardzo mi przykro. Nie wiem, co napisać po przeczytaniu Twojego bloga. Brak słów. Ściska mnie w gardle i nie umiem sobie wyobrazić tego, co przeżyłaś. Ja straciłam swoje dziecko we wczesnej ciąży 8-9tydz. po 3 próbie in vitro. Ale takiej straty chyba nie przeżyłabym. Jesteś bardzo dzielna. I życzę Ci dużo siły i wewnętrznego spokoju.

  22. Rozumiem, że nadmiar wspomnień może mieć swój ciężar gatunkowy. Lecz uwierz mi, to wszystko nie było daremne. Pomoże uleczyć rany i uporać się z traumatycznymi przejściami. Po pewnym czasie na pewno zechcesz tu wrócić, my zaś będziemy cierpliwie czekać. Blog może zyskać inną formułę, lecz to, co tutaj zostało napisane, zachowa swoją ważność.

  23. Kochana WIELKI SZACUNEK !! Jestes cudowna kobietą i w dodatku silną , podziwiam Cie za to ze opisalas ta historie. Ja mam swoja historie w sercu odnosnie moich rodzicow którzy umarli jeden po drugim i to co przeszlam z naszymi lekarzami to na sama mysl ciarki mi przechodza i łzy leca po policzku, ale ja chyba nie umiem tak ladnie pisac jak Ty i brak mi odwagi . Serdecznie pozdrawiam i miej marzenia i to takie ukryte w sercu bo to one sie spełniaja . POWODZENIA

  24. Witaj
    Zdecydowałam się napisać komentarz ponieważ z wielu blogów które czytałam, często o bardzo trudnej tematyce, Twój poruszył mnie najbardziej, może też przez to że niedawno urodziłam dziecko. Twoje przeżycia tak mną wstrząsnęły, że długo po przeczytaniu nie mogłam przestać o Tobie myśleć i nie mogę się nadziwić jaką trzeba mieć siłę żeby coś takiego przeżyć. Nie znajduję odpowiednich słów żeby napisać coś pocieszającego ale myślę że to co Ci wszyscy życzliwi ludzie napisali powyżej to wszystko prawda. Od około pół roku ciągle tu zaglądam i już jak widzę nagłówki Twoich postów to mam łzy w oczach. Mam nadzieję że Ty też czasem zaglądasz i czekam że może kiedyś napiszesz co u Ciebie. Pozdrawiam mocno i życzę Ci znalezienia sensu i pocieszenia jeśli to w ogóle możliwe.

  25. Zaglądzasz tu czasem ? Ciekawa jestem dalszej historii Twojego życia.
    Jestem osobą wierzącą .Boże drogi są dla nas często niezrozumiałe.To nie są nasze drogi nasze wyobrażenia i plany.Dlaczego Bóg dopuszcza trudne doświadczenia ?Z reguły są one po to żeby czegoś nas nauczy i coś w nas zmieni.Czytałam niedawno wstrząsającą książke ,,Mocniejsza niż śmierc.Opowiada prawdziwą historie.Historie młodej dziewczyny która umiera w wieku 20 lat.Zeby zrobic na złośc chłopakowi poszła na dyskoteke.Tam dosypali jej narkotyki do soku potem zgwałcili i zarazili wirusem HIV.Kiedy udało sie ją uratowac i wracała do zdrowia zachorowała na sepse.Organizm nie był w stanie walczyc.Na grobowej płycie jej mama kazała wyryc napis..Dał Pan i zabrał Pan.Niech będzie imie Pańskie uwielbione.księga Joba
    Wierze że Bóg ukoił Twój ból i zaleczył rany.

  26. Hej .Zaglądam tu od czasu do czasu.
    Pamiętaj że Bóg cie kocha.On ma plan dla Twojego życia.I to jest doskonały plan.Nie ma w nim pomyłek.Jest cel dla którego zostałas stworzona.Masz tu coś do zrobienia.Mam nadzieje że z łaski Bożej odkryjesz to.Pozdrawiam :)

  27. Boże błogosławieństwo to niekoniecznie powodzenie dobrobyt i pomyślnośc.Niekoniecznie szczęsliwe dni bez bólu i trosk.
    Bóg ofiarował za nas swojego jedynego Syna.Patrzał jak był poniżany wyśmiewany torturowany,przybijany do krzyża.Jak wisiał razem ze złoczyńcami.Zalany krwią.Jego jedyny Syn.
    Tak Bóg umiłował swiat ,że Syna swego jednorodzonego dał ,aby każdy kto w Niego wierzy nie zginąl ale miał życie wieczne.
    Czy Wszechmogący Bóg czuł ból kiedy patrzał na cierpienie Syna.Myśle że czuł i myśle że ten ból nie był ani odrobine mniejszy niż nasz.

  28. Nie wiem czy tu jeszcze zaglądasz, mam jednak taką cichą nadzieję, że napiszesz nam co u Ciebie się dzieję. Wierzę, że odnalazłaś sens i radość z życia, tego z całego serca Ci życzę. Nawet jak czas nie leczy wszystkich ran, to przyzwyczaja do bólu, a my uczymy się z nim żyć i wierzę,że umiesz się już uśmiechać, że jesteś szczęśliwa.

  29. To taka pieśń kogoś ,mam nadzieje ,że też Twoja

    Twój blask przemienił mnie
    Odrodził radość mą
    Jak deszcz wylala się
    Cudowna łaska Twa

    Smutek mój obróciłeś w taniec
    Moje łzy obróciłeś w śmiech

    Twa dłoń podniosła mnie
    Na skale stoję Twej
    Więc pieśń zaśpiewam Ci
    Ogłoszę wszystkim że

    Smutek mój obróciłeś w taniec
    Moje łzy obróciłeś w śmiech

    Pozdrawiam w nadziei że tu zajrzysz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.